poniedziałek, 10 lutego 2014
niedziela, 9 lutego 2014
No i wróciliśmy nieco wcześniej z kilku powodów. Po pierwsze odnowienie kontuzji kolana ale i przez skrajnie trudne warunki. Pierwsze kilka dni było bardzo ładnych ale ostatnie dwa były przerażające a wczoraj linia między życiem a śmiercią była za cienka. Wiatr wiejący ponad 180km/h a momentami jeszcze mocniej uniemożliwił prawie marsz. Ten huragan dopadł nas na połoninie Caryńskiej i mieliśmy tylko dwa wyjścia zostać i raczej źle by się to skończyło lub iść. Oczywiście szliśmy ale aby wiatr nas nie porwał musieliśmy wziąć się pod ręce i razem iść. Czyli dopiero waga bliska 200kg umożliwiła nam powolne człapanie do strefy lasu. Gdzie było już bezpiecznie. Trasę którą powinno się pokonać w godzinę szliśmy ponad 4 godziny małymi kroczkami. Sprawy nie ułatwiał też lud zalegający na szlaku. Przez co nasz dzienny dystans wynosił ok 8-10km. a zakładaliśmy 15km. Jednak udało nam się pokonać 90%planowanej trasy. Z racji na kontuzje i złe warunki terenowe i pogodowe zrezygnowaliśmy z ataku na ostatni szczyt-Tarnicę. Ale,żeby nie było,że tylko narzekam Bieszczady to wyjątkowo piękne i majestatyczne oblicze polskiej przyrody. Cały sprzęt się sprawdził więc w najbliższej przyszłości pojawi się wiele nowych wpisów na blogu.sobota, 1 lutego 2014
II ETAP PROJKETY INTO THE WILD-POLSA
Już za kilka godzin rusza II etap. Wyjeżdżamy z Poznania koło 17,00 tak aby być w Ustrzykach Górnych ok 9/10 rano w niedziele.
Niestety zima w tym roku jest naprawdę dziwna. Czyli wysokie temperatury, mało śniegu. Zmusiło to nas do rezygnacji z brania nart. Pokrywa śniegu według informacji jakie udało się zdobyć pokrywa śniegu to 15-16cm i to w miejscach nawianych a w niektórych to śnieg leży w płatach. Z tej sytuacji wynika tylko jedna zaleta-brak zagrożenia lawinowego.
Kolejną sprawą której się nie spodziewaliśmy to to,że miśki jeszcze nie poszły spać. Więc będzie trzeba uważać z przygotowywaniem posiłków i miejsc biwakowych. Chociaż tak po cichu chciałbym zobaczyć jakiegoś miśka. Kolejny drapieżnik jakiego możemy zobaczyć to wilk-moim zdaniem najpiękniejszy zwierz na świecie. Do tego dochodzą rysie. Ale zobaczenie ich jest prawie,że niemożliwe. No i jeszcze polskie bizony czyli żubry. Jak widać Bieszczady to prawdziwy dziki zachód a właściwie to wschód.
Również system noclegowy wielokrotnie ulegał zmianom. Na początku miał by namiot,potem hamak, ale ostatecznie dla zminimalizowania wagi i objętości plecaków będziemy spali pod trapem. Jest to najlżejszy i najmniejszy system na w miarę komfortową nockę.
Co do pogody to mamy szanse na fantastyczne widoki bo przez prawie cały nasz pobyt w Bieszczadach(2-12luty) w górach ma świecić słoneczko i być nieco poniżej zera, najmniej spadnie do -13*C.
Natomiast jeśli chodzi o jedzenie to mamy bardzo skromne zapasy.Czyli z pewnością jak wrócimy to będziemy jeść za 3 albo i więcej. Na dzień przypadnie ok.2500-3000kcl na osobę czyli dość mało jak na taki wysiłek. Ale więcej nie jesteśmy wstanie nieść.
Będziemy jedli liofilizowaną żywność na obiadokolacje, na śniadanie musli, w trakcie wędrówki 2 batony na dzień dla jednej osoby i paczka M&M`s na dwóch.
Trasa którą mamy pokonać to ok.140km w 10 dni. Nie jest to jakiś ekstremalny dystans bo na dzień wychodzi 14km ale to jest opcja minimum. Jak się uda to spróbujemy znacznie wydłużyć tę trasę.
Czyli jak widać będzie to dość ekstremalny wypad w jeden z najdzikszych zakątków naszego pięknego kraju. Z pewnością po powrocie pojawi się wiele testów i opisów sprzętu itp.
Więc trzymajcie kciuki w życzcie powodzenia:)
Niestety zima w tym roku jest naprawdę dziwna. Czyli wysokie temperatury, mało śniegu. Zmusiło to nas do rezygnacji z brania nart. Pokrywa śniegu według informacji jakie udało się zdobyć pokrywa śniegu to 15-16cm i to w miejscach nawianych a w niektórych to śnieg leży w płatach. Z tej sytuacji wynika tylko jedna zaleta-brak zagrożenia lawinowego.
Kolejną sprawą której się nie spodziewaliśmy to to,że miśki jeszcze nie poszły spać. Więc będzie trzeba uważać z przygotowywaniem posiłków i miejsc biwakowych. Chociaż tak po cichu chciałbym zobaczyć jakiegoś miśka. Kolejny drapieżnik jakiego możemy zobaczyć to wilk-moim zdaniem najpiękniejszy zwierz na świecie. Do tego dochodzą rysie. Ale zobaczenie ich jest prawie,że niemożliwe. No i jeszcze polskie bizony czyli żubry. Jak widać Bieszczady to prawdziwy dziki zachód a właściwie to wschód.
Również system noclegowy wielokrotnie ulegał zmianom. Na początku miał by namiot,potem hamak, ale ostatecznie dla zminimalizowania wagi i objętości plecaków będziemy spali pod trapem. Jest to najlżejszy i najmniejszy system na w miarę komfortową nockę.
Co do pogody to mamy szanse na fantastyczne widoki bo przez prawie cały nasz pobyt w Bieszczadach(2-12luty) w górach ma świecić słoneczko i być nieco poniżej zera, najmniej spadnie do -13*C.
Natomiast jeśli chodzi o jedzenie to mamy bardzo skromne zapasy.Czyli z pewnością jak wrócimy to będziemy jeść za 3 albo i więcej. Na dzień przypadnie ok.2500-3000kcl na osobę czyli dość mało jak na taki wysiłek. Ale więcej nie jesteśmy wstanie nieść.
Będziemy jedli liofilizowaną żywność na obiadokolacje, na śniadanie musli, w trakcie wędrówki 2 batony na dzień dla jednej osoby i paczka M&M`s na dwóch.
Trasa którą mamy pokonać to ok.140km w 10 dni. Nie jest to jakiś ekstremalny dystans bo na dzień wychodzi 14km ale to jest opcja minimum. Jak się uda to spróbujemy znacznie wydłużyć tę trasę.
Czyli jak widać będzie to dość ekstremalny wypad w jeden z najdzikszych zakątków naszego pięknego kraju. Z pewnością po powrocie pojawi się wiele testów i opisów sprzętu itp.
Więc trzymajcie kciuki w życzcie powodzenia:)
![]() |
| orientacyjny plan trasy która mamy do pokonania. |
piątek, 24 stycznia 2014
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Trening przed III etapem
Zimy
nie widać więc można na kanu
pływać! I właśnie w ten sposób minęła mi niedziela. Z racji,że kanu
na
którym odbędzie się spływ Wisłą jest w trakcie tworzenia. A będzie to
istny ścigacz czy jak kto woli canoe do zadań specjalnych, na razie
trenowaliśmy na kanu treningowym dla jednaj osoby.Co wymusza znacznie
zwiększ wysiłek i zupełnie inną technikę wiosłowania. Czyli to co
tygryski lobią najbardziej.Warunki niebyły może złe ale też niebyły wspaniałe. Wiatr który tworzył spore fale i przez ponad połowę drogi wiał w dziób. A słaby nie był bo wiał z prędkością 10m/s. Do tego temperatura kilka stopni powyżej zera(odczuwalna poniżej). Czyli jak sami widzicie trening był hardcorowy. Parę razy fale były tak duże i tak częste,że kanadyjka podskakiwała-coś nie dla ludzi z chorobą morską.
Ale żeby nie było,że tylko narzekam to w drodze powrotnej też wiał ale już w plecy czyli zamiast utrudniać to nieco pomagał. Raz nawet udało mi się iść lekkim ślizgiem ale to tylko kawałeczek:(
Dzięki tym warunkom(duże zafalowanie i silny wiatr) mogliśmy oswoić się z cięższymi warunkami jakie mogą nas spotkać podczas spływu. W końcu w niektórych miejscach Wisła ma nawet 2km szerokości czyli tam będziemy mieli najprawdopodobniej niezłe zafalowanie. A nie jest to rzeka z którą można się bawić. Bez odpowiedniego przygotowania sprzętowego ale przede wszystkim kondycyjnego spływ Wisłą może się źle skończyć. A szczególnie jeśli natura zechce utrudnić zadanie. Ale jak to się mówi kto nie ryzykuje nie wygrywa.
Jedno jest pewne samemu i po jeziorze pływa się zupełnie inaczej niż rzeką i w tandemie. Gdy wiosłujemy w dwójkę mamy niezły motor i do tego łatwiej się manewruje. No i sama technika wiosłowania jest nieco inna. Samemu jesteśmy zdani wyłącznie na siebie-taki trening na pewno zwiększa odporność fizyczną ale i psychiczną która w niektórych sytuacjach jest błogosławieństwem.



Po jakimś czasie przyszedł zmierzch a trening trzeba skończyć.Więc czas założyć czołówkę i dalej napierać. W końcu kto nie napiera nic nie dostaje w zamian. Już wcześniej myśleliśmy o oświetleniu na dziobie ale po tym opływaniu okazało się,że jest to prawie,że niezbędne. Czołówka na głowie to nie do końca to. Mimo,że używaliśmy czołówek o niezwykle dużym zasięgu!
Głowa nie idzie równo z dziobem tylko na boki przez co przed dziobem tworzy się martwa strefa gdzie nic nie widać. Dlatego canoe na którym będziemy płynąć Wisłą będzie miało zamontowane oświetlenie na dziobie co znacznie poprawi bezpieczeństwo i komfort spływu. Raczej nie zamierzamy płynąc w nocy zwłaszcza,że latem dzień jest dość długi ale przezorny zawsze ubezpieczony. A oświetlenie na dziobie sprawi również,że kanadyjka będzie dużo bardziej widoczna w złych warunkach atmosferycznych. Jak już pisałem z Wisłą niema przelewek więc do takiego przedsięwzięcia trzeba się niezwykle staranie i profesjonalnie przygotować. Przemyśleć,co zmienić,co przerobić,wyrzucić ale przede wszystkim nabrać kondycji i zapoznać się z technikami wiosłowania w każdych warunkach.
Przygotowania idą pełna parą do etapu Wisła a już 2 lutego rusza etap Bieszczady-oby spadł śnieg :)

niedziela, 5 stycznia 2014
Into the wild-Polska etap WISŁA
Już niedługo rusza drugi etap Into the wild-Polska. Będzie to wędrówka po Bieszczadach na nartach no chyba,że śniegu nie będzie;) Wtedy pójdzie się pieszo. Natomiast latem będzie III i zarazem ostatni etap projektu czyli spłyniecie Wisłą na canoe.
Spływ ma pokazać piękno i dzikość królowej polskich rzek a zarazem naszego pięknego kraju. Z racji,że wyjazd ma być w stylu traperskim canoe na którym będziemy płynąć to najbardziej klasyczny typ kanu. Czyli model Prospector. Ale nie będzie to seryjniak ale profesjonalna łódź której kadłub wykonała firma KOGA a aktualnie jest on wzmacniany w firmie zajmującej się budową szybowców. Na razie na treningi mamy prostszy model canoe ale już niedługo będziecie mogli zobaczyć istne cudo wśród wyprawowych kanadyjek.
Sponsorem łodzi na tą wyprawę jest firma SOFTSHELL.PL.
![]() |
Niedługo wrzucę jakieś zdjęcia z treningów a na razie kilka z letniej wycieczki:)

wtorek, 31 grudnia 2013
Trening przed II ETAPEM PROJEKTU into the wild-Polska
Wyjazd
ten miał ostatecznie sprawdzić co bierzemy ze sobą co trzeba wyrzucić i
zmienić. Niestety z powodu kiepskiej pokrywy śnieżnej musieliśmy
zostawić narty w domu. Ryzyko zniszczenia ślizgów było tak duże,że wręcz
nieopłacalne a perspektywa wniesienia nart na plecach kilometrów w
górę nie jest zbyt miła.Ale zacznijmy od początku. Już na samym początku zaczęły się przygody. z tym co zabrać itp. ale z tym szybko się uporaliśmy i w drogę. Potem w czasie jazdy zatrzymała nas policja do kontroli i życzyli miłej wyprawy:)
Gdy
dojechaliśmy do Świeradowa było jeszcze ciemno ale bardzo ciepło jak
na grudzień bo prawie 10*C!! Szybko zakładamy plecaki i na szlak. Już
po kilkuset metrach musiałem rozebrać się do koszulki termicznej bo
jeszcze chwila i bym wyparował. Dopiero gdy przeszliśmy niebieskim
szlakiem koło źródła Adamsa do asfaltu pojawił się śnieg. Tam można
było już zdjąć plecak i rzucić go na pulki. Konkretnie to zwykle
dziecięce sanki które są świetną alternatywą dla profesjonalnych
pulek. Stamtąd już ciągnąc nasze tobogany i przy zielonej budce
przepakowujemy cały sprzęt z plecaków do toreb aby mieć łatwiejszy
dostęp do wszystkiego na sankach. Po przepakowaniu ruszamy dalej w
stronę hali Izerskiej gdzie było bardzo mało śniegu a właściwie to
głównie był lód albo asfalt. Jednak zanim dotarliśmy do Hali mięliśmy
dość strome zejście gdzie dało się zjechać na sankach oszczędzając dużo
czasu i energii ale przede wszystkim to świetna zabawa. Koło
schroniska musieliśmy ciągnąć sanki po trawie potem po moście dalej
po kamieniach. I dalej już po wodzie,lodzie i śniegu. Czyli jak widzicie
dość ekstremalnie. Po kilku godzinach dotarliśmy do chatki Tomaszka
gdzie mieliśmy zrobić obóz. Podczas tego wyjazdu zamierzaliśmy sprawdzić czy hamak jest dobrą alternatywą dla namiotu w warunkach zimowych. I okazało się,że nie jest. A na pewno nasze hamaki się do tego nie nadają. Problem z dobrym napięciem, pełno cienkich linek i marznące dłonie niebyły zbytnio zachęcające do stosowania tego patentu przy jeszcze niższych temperaturach.
Na kolacje zjedliśmy wigilijny bigos a potem poszliśmy spać. Do 24 drzemałem bo źle mi się napiął hamak. Ale o północy już musiałem coś z tym zrobić i poprawiłem w miarę możliwości napięcie. Noc była spokojna i rano zjedliśmy śniadanie, zwinęliśmy obozowisko -zajęło to nam ponad godzinę. Pogadaliśmy z Gospodarzem Chatki- Zbyszkiem i o 12 ruszyliśmy dalej. Po 2 godzinach postanowiliśmy poszukać miejsca na nocleg i zeszliśmy w boczna drogę gdzie zaczął się prawdziwy survival. Na początku było nawet dość dużo śniegu ale już po kilkuset metrach śnieg zaczął znikać a pojawiła się woda(nawet po kolana) i lód. Po krótkim odcinku ruszyliśmy w las aby się rozwiesić.
Obóz rozwieszony to przystąpiliśmy do rozpalania ogniska co okazało się
skrajnie trudne. Drewno które pozornie wydawało się suche i tak było
mokre. Wilgotność powietrza też nie pomagała bo sięgała 100%. Mimo
używania zapalniczki i podpałki rozpalenie zajęło nam ok godziny i ledwo
udało nam się zagotować wody na herbatę i podgrzanie mięsa. Po tej
batalii zjedliśmy bardzo skromny posiłek i poszliśmy do hamaków. Rano
szybko zwinęliśmy obóz i by nie tracić czasu bez śniadania ruszyliśmy
dalej. Poszliśmy wzdłuż Izery do schroniska Orle a następnie w kierunku
cichej równi. I tam omal nie zastaliśmy rozjechani przez narciarzy, któż
nie dość,że nie patrzyli jak zjeżdżają to jeszcze głupio się
uśmiechali. Na cichej równi chcieliśmy zrobić sobie śniadanie. Ale był
tam taki tłok,że postanowiliśmy ruszyć dalej do mostu na żółtym szlaku.
Po kilku kilometrach doszliśmy do celu i przy moście zagotowaliśmy wodę
na kuchence spirytusowej i zrobiliśmy sobie musli. Dalej żółtym
szlakiem ruszyliśmy w kierunku Chatki Tomaszka gdzie planowaliśmy
spędzić ostatni nocleg. Po drodze trafialiśmy na odcinki kompletnie bez
śniegu gdzie pulki ciągnęliśmy po kamieniach i o dziwo nie zniszczyły
się.![]() |
| Nasz hotel na ostatnią noc. |
Podsumowując
wyjazd mogę z czystym sumieniem powiedzieć,że niema to jak namiot w
warunkach zimowych. Sanki to świetny patent na odciążenie pleców tyle,że
musimy w nich zamontować sztywny hol. Buty których będziemy używać w Bieszczadach są wyjątkowo wygodne. A kuchenka spirytusowa nie jest aż taka zła jak myślałem z początku zagotuje wodę w 20 min.
Jeszcze miesiąc i rusza II etap Projektu więc trzymajcie kciuki:)
Więcej zdjęć:
Subskrybuj:
Posty (Atom)










